Puszące się włosy to nie cecha charakteru, to stan. Podniesiona łuska chłonie wilgoć z powietrza i pasmo rozchodzi się na wszystkie strony. Dobra wiadomość: da się to odwrócić, tylko trzeba trafić w przyczynę, a nie walczyć z objawem.
Najczęstsza przyczyna to nawodnienie, nie brak odżywek. Włos przesuszony lub porowaty nie domyka łuski, więc każda zmiana wilgotności w powietrzu natychmiast go rozprasza. Nakładanie kolejnych olejów na taki włos przynosi obciążenie, nie gładkość.
Codzienna rutyna waży więcej niż jeden zabieg w salonie. Zanim zmienisz kosmetyki, sprawdź, czy nie robisz którejś z tych rzeczy.
Zanim dołożysz kosmetyk, odejmij nawyk.
Włos potrzebuje jednego i drugiego. Za dużo protein daje sztywność i łamliwość, za dużo nawilżenia rozmiękcza pasmo i loki tracą sprężystość. Objawy bywają podobne, dlatego dobór pielęgnacji na wyczucie często pogłębia problem.
Na konsultacji sprawdzamy, w którą stronę przechylona jest równowaga, i dopiero potem układamy plan produktów.
Przy silnym puszeniu pracujemy dwutorowo: zabieg, który domyka łuskę i odbudowuje strukturę, oraz cięcie, które odejmuje rozjeżdżające się końcówki. Bez tego drugiego kroku efekt zabiegu utrzymuje się krótko.
Jeśli włosy puszą się od kilku miesięcy i żadna zmiana szamponu nie pomaga, warto zacząć od konsultacji. Godzina rozmowy i diagnozy oszczędza kilka nietrafionych zakupów i kilka tygodni frustracji.
Łukasz Suski
Fryzjer z blisko 20-letnim doświadczeniem. Pracuje z wymagającymi strukturami włosów, w szczególności kręconymi i falowanymi.